image

Ekwador i Galapagos – gdzie Andy spotykają się z Amazonią

image

Podróżowanie po Ekwadorze to wspaniałe doświadczenie pod wieloma względami. Ekwador jest jednym z najmniejszych krajów Ameryki Południowej, a swoją nazwę zawdzięcza położeniu dokładnie na równiku.

 

Grillowane larwy nadziane na szpikulec. Małe, okrągłe i lekko przypalone po spotkaniu z gorącym grillem. Czarne główki wciąż pozostają na swoich miejscach. „Nieeee,” mówi nasz lokalny przewodnik Esaias, śmiejąc się... „Nie jedz główki, smakuje okropnie...!” Zanim wyruszyłam do Ekwadoru, założyłam się z moimi dwiema córkami w domu: jeśli mama zje grillowaną larwę, koniec z grymaszeniem przy stole – od teraz zawsze jemy wszystko! Kiedy dotarłam do Amazonii, nadszedł czas, aby dotrzymać obietnicy. Ostrożnie ugryzłam larwę w środku. Konsystencja przypominała grillowane krewetki, rozprzestrzeniając się po ustach. Hmmm… w rzeczywistości nie smakowała wcale tak źle. I dla tych, którzy się zastanawiają – nie smakowała jak kurczak, co jest częstym skojarzeniem z potrawami, których większość ludzi wcześniej nie próbowała. Słyszałam, że wszystko, od krokodyla po świnkę morską, podobno smakuje jak kurczak. Ale nie grillowane larwy.

 

Grillowane larwy nadziane na szpikulec. Małe, okrągłe i lekko przypalone po spotkaniu z gorącym grillem. Czarne główki wciąż pozostają na swoich miejscach. „Nieeee,” mówi nasz lokalny przewodnik Esaias, śmiejąc się... „Nie jedz główki, smakuje okropnie...!” Zanim wyruszyłam do Ekwadoru, założyłam się z moimi dwiema córkami w domu: jeśli mama zje grillowaną larwę, koniec z grymaszeniem przy stole – od teraz zawsze jemy wszystko! Kiedy dotarłam do Amazonii, nadszedł czas, aby dotrzymać obietnicy. Ostrożnie ugryzłam larwę w środku. Konsystencja przypominała grillowane krewetki, rozprzestrzeniając się po ustach. Hmmm… w rzeczywistości nie smakowała wcale tak źle. I dla tych, którzy się zastanawiają – nie smakowała jak kurczak, co jest częstym skojarzeniem z potrawami, których większość ludzi wcześniej nie próbowała. Słyszałam, że wszystko, od krokodyla po świnkę morską, podobno smakuje jak kurczak. Ale nie grillowane larwy.

 

 

Czytaj dalej poniżej lub kliknij, aby zobaczyć wycieczki do Ekwadoru lub rejsy po Galapagos.

image

Przed moją podróżą do Ekwadoru przeczytałam, że w tym małym kraju – pomimo niewielkich rozmiarów – występują wszystkie klimaty Ameryki Południowej. W regionie Amazonii, który stanowi prawie połowę kraju, panuje wilgotne, gorące powietrze jak w Brazylii. Wzdłuż wybrzeża jest gorąco jak na Karaibach, a w Andach, na wysokościach sięgających kilku tysięcy metrów nad poziomem morza, może być zimno i deszczowo jak w Patagonii. Górzysty horyzont jest zdominowany przez ośnieżone wulkaniczne szczyty – niemal niezależnie od miejsca, w którym się znajdujesz. Ekwador ma 28 wulkanów na stałym lądzie i 15 na Galapagos. Podróżowanie po Ekwadorze to właśnie z tego powodu niezwykłe doświadczenie – bez trudu można doświadczyć kilku zupełnie różnych stref klimatycznych w ciągu jednego dnia. Rano w Andach jest pochmurno, a temperatura wynosi 14 stopni. Kilka godzin później, kiedy otwieramy drzwi autobusu w Amazonii, wita nas tropikalny upał i odgłosy lasu deszczowego.

image

Nasza podróż rozpoczyna się wysoko w Andach, a dokładniej w małym miasteczku Otavalo. Targ w Otavalo jest legendarny, pełen różnorodnych, kolorowych szali, toreb, biżuterii i ubrań. Ale Otavalo i jego okolice mają do zaoferowania o wiele więcej - potężny wulkan Cotacachi, którego ośnieżony szczyt o wysokości 4944 metrów często ukrywa się wśród chmur albo wodospad Peguchi, który do dziś jest święty dla rdzennych mieszkańców. Podczas Inti Raymi – święta słońca, obchodzonego w środku lata – mieszkańcy udają się do wodospadu Peguchi, aby wziąć oczyszczającą kąpiel, zgodnie z tradycją sięgającą czasów Inków.

Tutaj, w Otavalo, zatrzymujemy się w historycznych wnętrzach Hacienda Pinsaquí. Ta duża hacjenda pochodzi z XVIII wieku, a sam przywódca walk, Simón Bolívar, który w XIX wieku walczył o wyzwolenie Ameryki Południowej spod panowania Hiszpanii, nocował tu podczas swoich podróży między Ekwadorem a Kolumbią. Na czarno-białych fotografiach widać Fridę Kahlo w towarzystwie mężczyzny, który, jak głosi plotka, miał być jej kochankiem. Chyba nie mamy nic przeciwko odrobinie historycznych plotek, prawda…?

image

Po dwóch dniach spędzonych w Andach zaczynamy zjeżdżać w dół, z wysokości kilku tysięcy metrów, przez spowity chmurami las mglisty (cloud forest) gdzie małe, szybkie kolibry czują się doskonale, aż do rzeki Arajuno. Jest to dopływ Amazonki, który meandruje przez gęsty las deszczowy. Zajmujemy miejsca w kanu, który zygzakiem płynie po wodzie, aż dotrzemy do Itamandi Eco Lodge. Siedząc tutaj, czujemy, że teraz przygoda naprawdę się zaczyna. Przebywanie w lesie deszczowym to bowiem czysta magia. Ma on swoje własne zapachy, dźwięki i wyjątkowe światło. Pośrodku tej magii znajduje się Itamandi, lodge zajmująca się ekoturystyką, z panelami słonecznymi na dachu, biodegradowalnym szamponem i mydłem, a aby oszczędzać prąd – i gniazdka elektryczne – wszystkie wtyczki znajdują się w jednej linii w restauracji. Mogę zdradzić, że wieczorem ładuje się tu więcej niż jeden telefon.

image

Obudzić się następnego ranka w amazońskim lesie deszczowym to obudzić się w symfonii dźwięków i ciepła. Śpiew cykad. Małpy, które słychać, ale nie zawsze widać. Rzeka płynąca poniżej okien z moskitierą. Dźwięki lasu deszczowego są wyjątkowe. Pierwsze promienie słońca przebijają się przez gęstą zieleń. Ściany z zieleni. Dach z zieleni. Nie wspominając już o zielonych papugach, które codziennie o 7 rano zbierają się, aby jeść glinę na wzgórzu w samym sercu dżungli.

Puszyste ptaszniki pozują do aparatów turystów, pracowite mrówki znoszą duże liście do swojego mrowiska, a żółw wygrzewa się na małym kamieniu pośrodku rzeki. Spotykamy serdecznych, choć nieco nieśmiałych przedstawicieli ludności Kichwa. Ciekawskie 6-letnie dzieci, które chcą oglądać zdjęcia i filmy na naszych telefonach, uśmiechnięte matki karmiące piersią swoje dzieci w kanu w drodze powrotnej z lokalnego targu.

image

Motyl sowa (caligo memnon) spoczywa na pniu drzewa. Z boku trudno powiedzieć, czy to głowa węża, czy motyl. Patrząc z góry, duże plamy na jego skrzydłach przypominają oczy sowy. Niesamowity kamuflaż dla bezbronnego stworzenia, które potrafi przelecieć tylko kilka metrów naraz, co sprawia, że łatwo może zostać złapane przez szybkie jaszczurki, które uważają, że motyle smakują wyśmienicie.

Powrót do naszej lodge po wycieczkach – z kroplą lub dwiema potu powoli spływającymi po plecach – staje się niemal religijnym doświadczeniem, gdy zanurzamy się w chłodnym basenie, otoczonym przez wierzchołki wysokich drzew deszczowego lasu.

Po wspaniałym noclegu w hotelu spa Termas de Papallacta w Andach, gdzie woda w jacuzzi jest podgrzewana przez okoliczne źródła wulkaniczne oraz dniu spędzonym w Quito, docieramy do głównego punktu naszej podróży – Galápagos. Po tygodniu niesamowitej wycieczki po Ekwadorze trudno jest uwierzyć, że Galápagos może przebić nasze dotychczasowe doświadczenia, ale dla większości odwiedzających Galápagos przewyższa wszystko, czego wcześniej doświadczyli.

image

Kiedy Darwin przybił do brzegów Galápagos, był zafascynowany księżycowym krajobrazem i unikalną fauną. Choć od tego czasu minęło sporo lat, współcześni odwiedzający są równie oczarowani. Czerwone plaże, czarne plaże, złociste plaże. I oczywiście wulkany. Samice lwów morskich karmią swoje młode, a czarne legwany morskie demonstracyjnie zajmują miejsce na ścieżce żwirowej, którą spacerują turyści.

Podczas gdy my, turyści, mamy głęboko zakorzenioną zasadę zachowania 2 metrów dystansu, legwany na Galápagos z pewnością o niej nie słyszały. I nie tylko legwany zapominają o nieśmiałości na Galápagos. Zbliżamy się niezwykle blisko do samców fregat, które chcąc zaimponować samicom, nadymają swoje czerwone piersi do imponujących rozmiarów, oraz do lwów morskich, które ślizgają się na brzuchach po skałach wprost do morza. Zbliżamy się również do głuptaków niebieskonogich i czerwononogich, uroczych zięb Darwina, niemal fluorescencyjnych czerwonych krabów, które pędzą bokiem po czarnych jak sadza skałach tak szybko, że prawie zawsze są rozmazane na naszych zdjęciach. Obserwujemy różowe flamingi szukające pożywienia w jeziorze, a także – naturalnie – zwierzę, z którym Galápagos kojarzy się najbardziej, czyli ogromne żółwie słoniowe.

 

image

Podczas naszej wizyty na Galápagos elegancko przemierzamy wyspy na pokładzie M/Y Galápagos Odyssey. Na statku jest dużo miejsca dla 16 pasażerów, co stanowi maksymalną liczbę gości. Osiem kabin o powierzchni 20 metrów kwadratowych ma duże panoramiczne okna, a na pokładzie znajduje się również restauracja/bar, część wypoczynkowa oraz taras słoneczny z jacuzzi. Statek jest wyposażony w sprzęt do nurkowania i pianki dla wszystkich, którzy chcą odkrywać życie pod powierzchnią oceanu. Na podstawie własnych doświadczeń mogę potwierdzić, że uczucie, gdy nurkuje się obok pingwinów na Galápagos, jest absolutnie cudowne.

image

Kiedy słońce zajdzie, a noc zapadnie, czeka nas jeszcze jedno niezapomniane przeżycie, którego nikt nie powinien przegapić. Udaj się na pokład słoneczny statku, połóż się na jednym z leżaków i weź głęboki oddech. Spójrz teraz w górę na nocne niebo, które pokryte jest białym woalem gwiazd. Sprawia ono wrażenie, jakbyś podróżował przez Drogę Mleczną. Następnie zejdź i spójrz za burtę. Prawie każdej nocy lwy morskie i rekiny ścigają się obok łodzi. Przyroda i dzikie życie Galápagos są oszałamiające zarówno w dzień, jak i w nocy.

Po 12 dniach podróży trudno jest opuścić Ekwador i Galápagos. Wciąż jest tak wiele, czego nie zdążyliśmy zobaczyć. Ale w domu czekają na mnie te młode damy, które obiecały być grzeczne i zawsze zjadać wszystko z talerza, jeśli mama zje larwę. I teraz to robią.