image

Na praktykach jako strażnik rezerwatu

image

Pobudka o 5 rano, kawa na śniadanie, nocowanie pod gołym niebem i mnóstwo niezapomnianych spotkań ze zwierzętami – opowiada Cæcilie Willumsgaard, menedżerka CSR w Albatros, która zdobyła kwalifikacje strażnika rezerwatu w Entabeni, w RPA.

 

„Odkąd sięgam pamięcią, byłam głęboko zafascynowana wspaniałą przyrodą Afryki. Pierwszy raz byłam w Afryce, mając zaledwie cztery miesiące, a w kolejnych latach odbyłam wiele podróży na ten kontynent z powodu pracy moich rodziców” (Cæcilie jest córką Sørena Rasmussena i Berit Willumsgaard, założycieli i właścicieli Albatros). „Jako dorosła osoba na wszelkie sposoby starałam się wracać do Afryki, aby zbliżyć się do wielkich zwierząt. Jestem biologiem, więc naturalne było, że podczas studiów wybrałam Afrykę, aby zebrać dane do mojego projektu licencjackiego, a później magisterskiego.”

Zobacz wszystkie nasze wycieczki safari w Republice Południowej Afryki.

Wczesne pobudki i późne wieczory

„Podczas jednego z moich pobytów, sześć lat temu, odbyłam intensywny kurs na strażnika rezerwatu (strażnik to rodzaj przewodnika safari) w Entabeni Nature Guide Training School, która obecnie przekształciła się w Albatros’ Ranger Camp. Kurs trwał miesiąc, a zajęcia odbywały się rano, w południe i wieczorem, więc nie było dużo czasu na sen w moim małym namiocie kopułowym.

Ale doświadczenie było tego warte. Często budzono nas o 5 rano, wyskakiwaliśmy ze śpiworów, szybko piliśmy filiżankę kawy i ruszaliśmy na safari. Najlepiej poznaje się antylopy, drapieżniki i równowagę natury, obserwując to wszystko z bliska.

Później w ciągu dnia mieliśmy wykłady na temat tego, co zobaczyliśmy na safari. Wieczorem ponownie ruszaliśmy w teren, aby zobaczyć, jak hipopotamy wychodzą z wody na pastwiska w ciemnościach nocy, a drapieżniki przygotowują się do polowania.”

Ryk lwiąt i gwiazdy nad głową

„Nauczyliśmy się również śledzić ślady zwierząt. Pewnego dnia poszukiwaliśmy stada słoni, ale przez cały czas umykały nam dosłownie o krok. Kiedy w końcu udało nam się je dogonić, usiedliśmy na szczycie klifu, gdzie musieliśmy przenocować. To było absolutnie niesamowite leżeć pod gołym niebem na skale w RPA, gdzie jedynym światłem były płomienie ogniska i niezliczone gwiazdy. Mimo że lwy nie mogły dostać się na klif, dla kogoś takiego jak ja, pochodzącego z Danii, było to nieco denerwujące.

Pewnej nocy wyruszyliśmy, aby obserwować lwy, w całkowicie otwartych samochodach safari. Kiedy je znaleźliśmy, jak się spodziewaliśmy, po prostu spały. Zmienialiśmy się na zmianę, by je obserwować i odpoczywać. Około godziny 2 w nocy obudził mnie dźwięk odpalającego samochodu. Ruszyliśmy w ciemność – nic nie widziałam. Nagle usłyszałam dzikie ryki i chrząkanie. Zapaliliśmy latarki i zobaczyliśmy, że lwy upolowały gnu i dwie antylopy w ciągu zaledwie kilku minut. To było bardzo brutalne, ale jednocześnie niesamowite być tak blisko tego dramatu. Jest to doświadczenie, którego nigdy nie zapomnę.”

Powrót do życia strażnika rezerwatu

„Zimą 2015 roku odwiedziłam odnowiony Albatros’ Ranger Camp. To było zabawne wrócić po tylu latach. Choć dzisiaj obóz jest ekskluzywnym campem safari, przystosowaną do grup Albatros, to atmosfera sawanny pozostała taka sama.

Obóz został zmodernizowany od czasów, gdy tam mieszkałam. Wybudowano prawdziwy basen, aby ochłodzić się w afrykańskim letnim upale, a jedzenie jest o wiele lepsze niż to, które serwowano nam w garnkach nad ogniskiem. Ale zapachy i wspaniałe niebo pełne gwiazd były takie same, jak wtedy, gdy siedzieliśmy wokół ogniska wieczorem. Sala wykładowa przed wodopojem, gdzie po raz pierwszy zobaczyłam miodożera, została przekształcona w przytulny pokój widokowy. I choć dzisiejsze namioty są znacznie większe, a łóżka wygodniejsze, w nocy przez cienką tkaninę namiotu słychać te same odgłosy cykad, zebr i lwów.”