
Blog z Andaluzji

Blog podróżniczy z długoterminowych wakacji Albatros w Andaluzji
Uważasz, że tydzień lub dwa to za krótko na wakacje? Też nie przepadasz za niskimi temperaturami w zimę? W takim razie przeczytaj bloga, w którym dziennikarz Peter Fredberg relacjonuje długoterminowe wakacje Albatros w Andaluzji, najcieplejszym regionie Hiszpanii.
Przeczytaj bloga tutaj: https://www.albatros-travel.dk/opdag/andalusienbloggen
Żegnaj, Andaluzjo – znacznie więcej niż tylko słońce i plaże.

14 marca 2016
Niegdyś Kordoba była jednym z największych miast na świecie, liczącym milion mieszkańców, i najbliższym, jak można było znaleźć w Europie, odzwierciedleniem Arabii i kultury muzułmańskiej.
Historyczne miasto, w którym Maurowie w średniowieczu zbudowali największy meczet tamtych czasów, było celem mojej dziewiątej wycieczki. Tym samym udało mi się odwiedzić wszystkie zaplanowane miejsca podczas mojej trzytygodniowej podróży po Andaluzji. Meczet-katedra La Mezquita, wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO, to fascynujące arcydzieło architektury z lasem kolumn przypominającym gaj palmowy – zdecydowanie warte odwiedzenia.
Podczas mojej andaluzyjskiej przygody wielokrotnie zastanawiałem się, jak w tamtych czasach, przy prymitywnych metodach budowlanych, można było wznosić tak ogromne i imponujące meczety oraz katedry. Ile ofiar musiało to pochłonąć. Na pewno po drodze wydarzyło się wiele tragicznych wypadków.

Po chrześcijańskim odbiciu Kordoby w 1236 roku w samym środku meczetu zbudowano katedrę, niszcząc w ten sposób bezcenne dziedzictwo kulturowo-historyczne. Żałuję, że nie zdecydowano się wznieść jej poza murami meczetu.
Podczas spaceru po żydowskiej dzielnicy, wśród wąskich, brukowanych uliczek, można odnieść wrażenie, że czas cofnął się do epoki arabskiej. Dla mnie, podczas tej podróży po najbardziej na południe wysuniętej prowincji Hiszpanii, były to jedne z największych atrakcji. Andaluzja poza sezonem turystycznym (który trwa od maja do września) to doskonały cel podróży dla tych, którzy chcą uciec od duńskiej zimy i cieszyć się słońcem. Niektórzy twierdzą, że to najlepsze miejsce w Europie. Klimat jest idealny – ani za gorąco, ani za zimno. Turyści oczywiście są, ale to tylko ułamek tego, co można zobaczyć latem, więc wszędzie jest mnóstwo przestrzeni.

W Torremolinos na Costa del Sol w latach 60. narodziła się turystyka czarterowa. Dawna wioska rybacka liczy dziś 60 000 mieszkańców, a latem ta liczba wzrasta nawet czterokrotnie. Mimo to długie, szerokie plaże sprawiają, że miejsce to nie wydaje się zatłoczone.
Wielu turystów przyjeżdża na Słoneczne Wybrzeże, by odpocząć i cieszyć się słońcem nad basenem lub na plaży. Ja jednak nie miałem okazji się wylegiwać – było zbyt wiele do zobaczenia. Skorzystałem z pełnej oferty Albatros Travel, zarówno z trzech wycieczek wliczonych w cenę, jak i sześciu dodatkowych. Dzięki temu odwiedziłem wiele miejsc i zdobyłem fascynujące spojrzenie na Andaluzję z perspektywy historycznej, kulturowej, społecznej i politycznej.
Początkowo planowałem stworzyć ranking dziewięciu wycieczek, ale szybko zrezygnowałem. Jak porównać Sewillę, Gibraltar, Malagę, Rondę, Kordobę, jaskinię Nerja, Mijas, Granadę, Alhambrę i wyprawę do górskich wiosek? Każde z tych miejsc ma swój niepowtarzalny urok. Jeśli jednak miałbym wskazać dwóch faworytów, byłyby to Málaga i miasto korridy – Ronda.
Na koniec chciałbym wspomnieć o zespole Albatros Travel w Torremolinos. To, czy wakacje okażą się udane, w dużej mierze zależy od przewodników, a ekipa Mogensa i jego współpracowników zasługuje na wielkie uznanie. Nie tylko poszerzali naszą wiedzę, ale także sprawili, że czas spędzony w autobusie mijał szybko. Jak powiedziała doświadczona podróżniczka i była pielęgniarka Inger Bell: „Na wycieczkach z Albatros zawsze możesz liczyć na wspaniałych przewodników.”
Peter Fredberg, dziennikarz
H. C. Andersen uwielbiał Malagę

10 marca 2016
Myślę, że wiele osób nie docenia Malagi. I to wielka szkoda. W ciągu trzech tygodni czterokrotnie jechałem autobusem 15 kilometrów z Torremolinos do centrum Słonecznego Wybrzeża, aby doświadczyć tej wyjątkowej kulturalnej metropolii. Malaga zachwyca imponującą kolekcją muzeów, fascynującym i autentycznym historycznym centrum oraz własną wersją Alhambry – mauretańską twierdzą Alcazaba, będącą pamiątką pierwszej złotej ery miasta.
Ale pozwólcie, że zacznę od czegoś bardzo duńskiego: H. C. Andersena. W swojej książce podróżniczej "W Hiszpanii" z 1863 roku pisał: "W żadnym innym hiszpańskim mieście nie czułem się tak szczęśliwy, tak przytulnie jak w Maladze. Życie ludzi, natura, otwarte morze... i co najważniejsze, spotkałem tu życzliwych ludzi." Swoją miłosną deklarację do miasta kończy słowami: "Żegnaj, Malago. Witam cię ponownie, moja miłości."
Nic więc dziwnego, że z okazji 200. rocznicy urodzin H. C. Andersena w 2005 roku na Plaza de la Marina odsłonięto jego brązowy pomnik. Został on stworzony przez hiszpańskiego artystę José Marię Córdobę i przedstawia pisarza siedzącego na ławce z torbą podróżną u boku. Można usiąść obok niego i wyobrazić sobie, jak czyta swoje bajki.

A skoro już mowa o brązowych pomnikach, warto odwiedzić również spektakularny plac Plaza de la Merced. To właśnie tutaj siedzi wielki syn Malagi – Pablo Picasso – przed swoim domem rodzinnym. Picasso spędził w Maladze pierwsze dziesięć lat swojego życia, od 1881 roku. W 2003 roku miasto wzbogaciło się o muzeum Picassa, które mieści się w XVI-wiecznym Palacio de Buenavista i zostało uroczyście otwarte przez króla Juana Carlosa.
Aktor Antonio Banderas również pochodzi z Malagi, ale to już zupełnie inna historia.
Wiele muzeów światowej klasy zasługuje na uwagę w tym blogu, ale pozwolę sobie wspomnieć tylko dwa, które mieszczą się w dawnej fabryce tytoniu. Pierwsze to Museo Automovilístico, czyli muzeum motoryzacji, a drugie to muzeum sztuki prezentujące dzieła z Państwowego Muzeum Rosyjskiego w Sankt Petersburgu.
Muzeum motoryzacji? Może nie brzmi to zbyt ekscytująco, jeśli ktoś nie jest miłośnikiem samochodów. Ale to miejsce oferuje nie tylko najciekawsze i najbardziej egzotyczne auta XX wieku, lecz także połączenie ich z modą z tamtych czasów, co sprawia, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Muzeum zostało mi polecone przez przewodniczki Albatros Travel, a po wizycie musiałem im podziękować – nie obiecywały zbyt wiele.

Rosyjska sztuka? Najczęściej znamy francuską, ale w dawnym Związku Radzieckim tworzyli artyści, którzy z powodzeniem mogli konkurować z francuskimi. Nawet jeśli bardziej interesują cię samochody, warto zajrzeć do sąsiedniego muzeum – na pewno nie pożałujesz.
Jeśli chcesz podziwiać panoramę Malagi, wystarczy wjechać windą na taras widokowy na 15. piętrze hotelu Marriott. Znajduje się on w pobliżu Alcazaby, ogromnej katedry, pomnika H. C. Andersena i jednej z najsłynniejszych śródziemnomorskich przystani.
Podczas zwiedzania z Albatros Travel odwiedziliśmy także najstarszy bar w mieście – Antigua Casa de Guardia, który istnieje od 1840 roku. To autentyczna winiarnia z ogromnymi beczkami i zdjęciem Picassa na ścianie. Starszy kelner przyznał jednak, że artysta nigdy tu nie był. W przytulnej atmosferze spróbowaliśmy słodkiego, sherry-podobnego wina z Malagi, mając wrażenie, że czas się zatrzymał.
Peter Fredberg, dziennikarz
Ronda, Romero, Hemingway i Welles

7 marca 2016
Corrida to serce i dusza Rondy, a pierwszym, który uwiecznił jedno z najpiękniejszych i najbardziej fascynujących miast Andaluzji, był urodzony tutaj matador Pedro Romero. Spotkałem go w parku Alameda del Tajo, pod postacią wielkiego pomnika wzniesionego w 1954 roku, w 200. rocznicę jego urodzin.
Był trzecim pokoleniem w rodzinie torreadorów i w swojej karierze pokonał 5 600 byków, nigdy nie zostając nadzianym na rogi. To właśnie on zapoczątkował współczesną formę walki z bykiem na piechotę, wprowadzając do niej słynne czerwone płótno – muletę. Zakończył karierę w wieku 72 lat, a zmarł jako 90-latek.
Piękna, okrągła arena w Rondzie, mogąca pomieścić 5 000 widzów, została zbudowana w 1784 roku i jest najstarszą istniejącą areną do korridy w Hiszpanii. Po prostu musiałem wejść na jej piaszczysty ring, by stanąć w miejscu, gdzie narodziła się współczesna corrida.
Chociaż moja sympatia do corridy mogłaby zmieścić się pod paznokciem niedożywionego kolibra, to Ernest Hemingway oraz Orson Welles byli jej wielkimi entuzjastami. Byli blisko związani z dwiema rodzinami torreadorów i mieli swoje loże na tej samej arenie.

Przeszedłem się jedną z najbardziej spektakularnych ulic dla pieszych w Rondzie, prowadzącą między Plaza de Toros a Plaza de España, noszącą nazwę Paseo de E. Hemingway. Natomiast twórca Obywatela Kane'a – jednej z najlepszych filmów w historii kina – Orson Welles, spoczywa w Rondzie, w ogrodzie torreadora Antonio Ordóñeza. W mieście upamiętniono go zarówno pomnikiem, jak i nazwą ulicy.
Ronda nie bez powodu jest najbardziej znanym z andaluzyjskich pueblos blancos (białych miasteczek). Jej słynna arena do korridy oraz spektakularne położenie na skraju 100-metrowego wąwozu czynią ją miejscem wyjątkowym. Spośród wszystkich miejsc, które odwiedziłem podczas mojej długiej podróży, Ronda pozostaje moim ulubionym miastem – z widokami, które przebijają wszystko.
Miasto jest podzielone przez wąwóz, na dnie którego płynie rzeka Rio Guadalevín. Część mauretańska i nowsza są połączone kamiennym mostem, którego budowę rozpoczęto w 1751 roku, a ukończono w 1793. Miejscowy pisarz José Páez Carrascosa, autor książki o Rondzie, podarował mi swoje imponujące dzieło z dedykacją i opowiedział o swojej miłości do miasta. Jego głęboka pasja była całkowicie zrozumiała.
Ronda znajduje się 100 kilometrów od naszego hotelu w Torremolinos, a w drodze powrotnej przejechaliśmy przez malowniczy, zielony obszar górski, kierując się ku wybrzeżu. W słoneczny i przejrzysty dzień można było dostrzec skałę Gibraltaru, a na samym horyzoncie zarys Maroka.
Peter Fredberg, dziennikarz
Gdy Alhambra zaparła mi dech w piersiach

2 marca 2016
Przez dwie i pół godziny oprowadzał nas po Alhambrze, z Granadą po jednej stronie wzgórz i ośnieżonymi szczytami Sierra Nevada majaczącymi w oddali po drugiej.
Nasz lokalny przewodnik, Robert, urodził się i mieszka w Hiszpanii. Jego ojciec pochodzi z Kraju Basków, a matka z Londynu, jednak mówi perfekcyjnie po duńsku i imponuje nam zarówno swoimi umiejętnościami językowymi, jak i ogromną wiedzą o tym niezwykłym kompleksie pałaców, twierdz i rezydencji władców – najpiękniejszym i najsłynniejszym zabytku Hiszpanii. Robert nauczył się duńskiego jako student wymiany międzynarodowej w Aarhus, gdzie spędził zaledwie dziewięć miesięcy. Jak można opanować tak trudny język w tak krótkim czasie, pozostaje dla mnie zagadką, ale świadczy to o jego wszechstronnym talencie.
Alhambra oddziałuje na wszystkie zmysły i dosłownie zapiera dech w piersiach. Potęga arabskiej kultury w średniowieczu robi ogromne wrażenie. Gdy po zwiedzaniu wróciliśmy na miejsce zbiórki, poprosiłem Roberta, by w jednym zdaniu opisał to, co właśnie zobaczyliśmy. Zastanowił się przez dziesięć sekund i powiedział: "Mały kawałek raju na ziemi." Krócej i trafniej nie dałoby się tego ująć.

Granada, gdzie spotykają się kultura arabska i chrześcijańska, leży 145 kilometrów od hoteli Albatros w Torremolinos, co oznacza niecałe dwie godziny jazdy autobusem w każdą stronę. Do Alhambry wpuszczanych jest jedynie 7 000 gości dziennie, a podczas naszej wycieczki Albatros Travel zarezerwował 70 miejsc. Nie warto rezygnować z tej wizyty. O tym, jak bardzo dba się o ochronę twierdzy i pozostałości bezcennych pałaców królewskich (z których przetrwały tylko trzy), świadczy fakt, że nasze bilety były skanowane trzykrotnie podczas zwiedzania.
Klejnot Granady, Alhambra, była ostatnią arabską twierdzą w Hiszpanii. Historia panowania Maurów rozpoczęła się w XIII wieku, a zakończyła w 1492 roku, gdy para królewska Ferdynand i Izabela wypędziła ostatnich muzułmańskich władców z kraju. Na szczęście, pomimo wojen i zniszczeń, do dziś można podziwiać kilka wspaniałych budowli.
Podczas naszej podróży zwiedziliśmy również Granadę, jedno z najbardziej fascynujących miast Hiszpanii, znane z prestiżowego uniwersytetu i bogatej historii. Dzielnica arabska Albaicín, położona na zboczu góry, z wąskimi uliczkami i domami, w których nadal mieszkają ludzie, robi ogromne wrażenie. Natomiast na Sacromonte, innej części miasta, znajdują się jaskinie zamieszkałe przez społeczność cygańską.
Podczas mojej podróży chętnie korzystałem z wycieczek Albatros Travel, zamiast spędzać czas na plaży lub nad hotelowym basenem. Jednym z ciekawszych miejsc, które odwiedziłem, było malownicze miasteczko Mijas, położone w górach kilka kilometrów od Fuengiroli.
Krótka wizyta w mieście, gdzie główną atrakcją są taksówki na osiołkach? Tak, to prawda. W Mijas znajduje się 60 osiołkowych taksówek, a ich tradycja sięga lat 60. XX wieku. Pewnego dnia kilku robotników wracających do domu na osłach zostało zatrzymanych przez turystów chcących zrobić im zdjęcia. Okazało się, że napiwki, jakie dostali, przewyższały ich dzienną pensję – tak narodził się nowy zawód. Dziś taksówki na osiołkach to jedna z głównych atrakcji turystycznych miasteczka.
Peter Fredberg, dziennikarz
Jørgen świętuje swoje 80. urodziny w swoim ulubionym hotelu

1 marca 2016
Jeśli zapytać Lise i Jørgena Holma o ich ulubiony hotel, nie mają żadnych wątpliwości. Odpowiedź pada natychmiast: „Amaragua”. To już trzeci raz, gdy spędzają długie wakacje w tym hotelu, a dziś jest on również miejscem obchodów 80. urodzin Jørgena Holma.
„Każdy dzień w Amaragua to przyjemność. To wspaniały hotel w wymarzonej lokalizacji nad wodą. Wszystko jest na najwyższym poziomie. Czujemy się tutaj jak w domu i jesteśmy niezwykle zadowoleni, nie tylko z Amaragua, ale także z Mogensa (kierownika destynacji Albatros Travel), którego poznaliśmy jako dobrego przyjaciela” – mówi jubilat.
Jørgen Holm to dynamiczny przedsiębiorca z Esbjerg, który ma wielką pasję do sportu żużlowego. Jest znany jako wieloletni spiker w Vojens. Podczas czterotygodniowego pobytu na Słonecznym Wybrzeżu znajduje czas na grę w golfa i kąpiele w Morzu Śródziemnym, którego temperatura wynosi 14 stopni – ciepło czy zimno, zależy od punktu widzenia. Najważniejsze jednak, że każdego dnia gra w domino z Lise. Na pieniądze. „To nasz sport tutaj” – śmieją się.

Trudno jest uczestniczyć w wielkiej kolacji pożegnalnej, gdy następnego ranka o 4:45 trzeba być gotowym do odjazdu autobusu na lotnisko, a lot do Aalborga zaplanowano na 7:00. Ale jak śpiewała Anita Lindblom: Sånt är livet – takie jest życie.
Stella i Jørn Fjordbak z Aalborga spędzili trzy wspaniałe tygodnie w głównym hotelu Albatros Travel. „Amaragua ma wszystko, czego można oczekiwać od czterogwiazdkowego hotelu. Wszystko działa sprawnie, ma duży i piękny basen, a do morza jest tylko rzut kamieniem. Mały minus? Ciepłe jedzenie jest zbyt zimne” – mówi 65-letni Jørn Fjordbak, którego spotkałem w barze restauracyjnym podczas ostatniego wieczoru grupy z Aalborga, urozmaiconego pokazem flamenco.
„To nasza pierwsza długa podróż, ale na pewno nie ostatnia. Mogę to obiecać. To cudowne, móc uciec od duńskiej zimy i cieszyć się życiem na Słonecznym Wybrzeżu. Pogoda była nawet lepsza, niż się spodziewaliśmy. Udało mi się nawet spalić na słońcu, haha. Największe przeżycia? Wjechaliśmy kolejką linową na górę i zobaczyliśmy pokaz orłów. Rejs do Fuengiroli też był świetny” – dodaje Jørn Fjordbak.
Jane i Niels Rheder z Køge są na czterotygodniowej podróży i również po raz pierwszy spróbowali długiego urlopu. „Dwie rzeczy mają kluczowe znaczenie: klimat i społeczny aspekt podróży grupowej. Było bardzo miło spotkać wielu nowych ludzi, atmosfera była świetna. Wcześniej byliśmy na tygodniowych wakacjach czarterowych na Słonecznym Wybrzeżu, ale cztery tygodnie to wcale nie za długo. Nabraliśmy apetytu na więcej takich wyjazdów” – mówi 61-letni Niels Rheder.
W Amaragua znajduje się mini-biblioteka, którą chętnie odwiedzałem. Sam mieszkam w sąsiednim hotelu Tropicana, jednym z trzech hoteli Albatros Travel. Większość osób zabiera ze sobą książki na długie wakacje, ale jeśli ktoś nie chce ich zabierać z powrotem, może zostawić je w szafce w Amaragua, aby inni mogli z nich skorzystać. Świetny pomysł. Na półkach znajduje się spory wybór książek w języku duńskim, szwedzkim i norweskim, więc jeśli ktoś skończył lekturę, może swobodnie wybrać coś nowego. Dziś wypożyczyłem Den døende detektiv Leifa GW Perssona. Jestem typem, który zasypia przy książce, więc już nie mogę się doczekać, aż zatopię się w powieści tego znakomitego szwedzkiego autora kryminałów.
Peter Fredberg, dziennikarz
Przedsmak Sewilli – i to jaki apetyczny

29 lutego 2016
Nie dlatego, że jestem wielkim fanem opery. Ale jest coś wyjątkowego w mieście, które zainspirowało niezliczoną liczbę dzieł operowych, w tym dwa z najbardziej ukochanych – Cyrulika sewilskiego Rossiniego i Carmen Bizeta.
Podczas mojej poprzedniej wizyty w Sewilli w 1999 roku, kiedy oglądałem, jak Wilson Kipketer zdobywa złoty medal mistrzostw świata na 800 metrów, jego trzeci tytuł z rzędu, odwiedziłem fryzjera, tylko po to, by móc powiedzieć, że strzygłem się w Sewilli. Ale to już zupełnie inna historia.
Sewilla to także miasto flamenco, klask klask klask, ale podczas naszej wycieczki do stolicy Andaluzji, oddalonej o trzy godziny jazdy autobusem od Torremolinos, nie mieliśmy czasu ani na operę, ani na pokaz flamenco. Cztery i pół godziny w mieście pozwalały jedynie na krótką próbkę jego kulturowych bogactw.
Ale cóż to za przedsmak. Jeśli masz ochotę, wsiądź na najdłuższą trasę autokarową Albatros Travel. Nie pożałujesz. Sewilla, leżąca nad brzegiem rzeki Gwadalkiwir, była niegdyś najbogatszym i najważniejszym miastem portowym Hiszpanii, a jej historia i kultura przewyższają większość znanych miejsc. Oto kilka wrażeń z wizyty, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie i rozbudziła apetyt na więcej.
Katedra w Sewilli jest trzecim co do wielkości kościołem na świecie, ustępującym jedynie Bazylice św. Piotra w Rzymie i Katedrze św. Pawła w Londynie. Jej złocony ołtarz, największy na świecie, dosłownie zapiera dech w piersiach. A skoro już tam jesteśmy, nie można pominąć grobowca Krzysztofa Kolumba. W sarkofagu znajdują się szczątki kapitana, który w 1492 roku pomylił drogę do Indii i odkrył Amerykę. Cóż, tak to czasem bywa.
Jeśli paryżanie są dumni ze swojej Wieży Eiffla, to ta duma blednie w porównaniu z sewilczykami i ich La Giraldą. To 93-metrowa wieża katedralna, będąca symbolem miasta i świadkiem jego barwnej historii sięgającej XII wieku. Sewilla przeżyła przez tysiąc lat wiele burzliwych wydarzeń.
Zachwyciła mnie również stara dzielnica żydowska, Barrio Santa Cruz, pełna wąskich uliczek, w których ledwo mogą minąć się dwie osoby. O tej porze roku nie było tłumów, ale wyobrażam sobie, że w szczycie sezonu, przy dziesiątkach grup turystycznych, poruszanie się po tych zaułkach musi graniczyć z cudem.

Kiedy dotarliśmy do Sewilli, zaparkowaliśmy w pobliżu dawnej fabryki cygar, gdzie cyganka Carmen z opery Bizeta zwijała cygara. Następnie udaliśmy się na godzinną przechadzkę w słońcu po rozległym Parque de Maria Luisa, którego główną atrakcją jest imponujące Plaza de España. To półkolisty budynek o średnicy 200 metrów, który robi ogromne wrażenie.
Przejeżdżaliśmy obok areny do korridy La Maestranza, która rywalizuje z madrycką Las Ventas o miano najważniejszej w Hiszpanii. Sezon rozpoczyna się w Wielkanoc, a trybuny mogą pomieścić 13 000 widzów. Nie mogę powiedzieć, że kibicuję bykowi – to byłoby zbyt daleko idące stwierdzenie – ale gdyby ta „dyscyplina” otrzymała ostateczny cios, jak miało to miejsce w Katalonii, gdzie w 2011 roku zamknięto La Monumental w Barcelonie, sprawiłoby mi to radość. Na Wyspach Kanaryjskich korrida została zakazana już w 1991 roku.
Na szczęście zainteresowanie korridą w Hiszpanii znacząco spada po latach kampanii prowadzonych przez organizacje zajmujące się ochroną zwierząt. Szczególnie młodsze pokolenia odwróciły się od tej krwawej tradycji.
W drodze do Gibraltaru

Rozumiem, będę tłumaczył bez pogrubiania słów. Oto poprawiona wersja:
25 lutego 2016
„Pozdrówcie małpy” – powiedział z uśmiechem Mogens, kierownik destynacji Albatros Travel w Andaluzji, gdy wsiadaliśmy do autobusu na jednodniową wycieczkę do Gibraltaru.
Dwieście siedemdziesiąt berberyjskich makaków zamieszkujących skałę to jedyna dziko żyjąca kolonia małp w Europie i jedna z głównych atrakcji tego małego, osobliwego skrawka Wielkiej Brytanii, który wystaje z południowego krańca Półwyspu Iberyjskiego. O tych małpach krążą różne opinie – słyną z kradzieży, więc turystom zawsze zaleca się ostrożność, zamykać torby i pod żadnym pozorem ich nie karmić. Jednak te, które spotkaliśmy, były całkiem spokojne, choć pewien duży samiec wskoczył na lusterko naszego autobusu i wsadził rękę do środka. Kierowca pozwolił mu przejechać się kawałek drogi.
Gibraltar pozostaje w rękach Brytyjczyków od ponad trzystu lat. Według legendy kolonia ta pozostanie brytyjska tak długo, jak długo na słynnej wapiennej skale, mającej czterysta dwadzieścia sześć metrów wysokości, będą żyły małpy. Hiszpania jednak nigdy nie zrezygnowała z prób odzyskania Gibraltaru. Stosunki dyplomatyczne między Hiszpanią a Wielką Brytanią są bardzo napięte, a kwestia ta wciąż potrafi wywoływać nagłówki w mediach.
Z Torremolinos do Gibraltaru prowadzi półtoragodzinna trasa autostradą. Pięć godzin spędzonych na i wokół skały to świetny sposób na urozmaicenie pobytu i oderwanie się od plaży.
Podczas naszej wizyty w nowym kraju pogoda przypominała piękny duński letni dzień – słońce i osiemnaście stopni. Pierwszą rzeczą, jaką nasza przewodniczka Nina sprawdziła po przyjeździe, było to, czy wszyscy czterdziestu trzej uczestnicy mieli przy sobie paszporty. W przeciwnym razie zostaliby na hiszpańskiej stronie granicy.
Skała Gibraltarska, z siecią tuneli o łącznej długości pięćdziesięciu kilometrów, robi ogromne wrażenie. Tunele powstały podczas drugiej wojny światowej, ale Niemcy nigdy nie zbliżyli się na tyle, by zdobyć ten strategiczny punkt, który kontrolował wejście na Morze Śródziemne. Część tuneli została udostępniona zwiedzającym, ale niestety nie mieliśmy czasu ich odwiedzić.
Zamiast tego zeszliśmy do jaskini St. Michael's Cave, imponującej groty naciekowej. Na tablicy informacyjnej można było przeczytać, że w tysiąc dziewięćset pięćdziesiątym czwartym roku odwiedzili ją królowa Elżbieta i książę Filip – jedyna wizyta brytyjskiej monarchii na Gibraltarze. To przykład napiętych stosunków między Londynem a Madrytem. Natomiast książę Karol i Diana spędzili tu część swojej podróży poślubnej.
A skoro już mowa o ciekawostkach, John Lennon i Yoko Ono wzięli ślub na Gibraltarze, a Sean Connery ożenił się tu nie raz, a dwa razy.

Nigdy wcześniej nie widziałem lotniska takiego jak to w Gibraltarze. Autobusem przejeżdżamy bezpośrednio przez pas startowy. Został on przedłużony na morze dzięki klifowym odłamkom wysadzonym ze Skały Gibraltarskiej. Samo miasto, z całkowicie dominującą Main Street, która pachnie Anglią swoimi pubami i fish & chips, nie jest miejscem, o którym można by wiele napisać.
Gibraltar jako raj podatkowy żyje z turystyki oraz machinacji bankowych i finansowych. Pranie pieniędzy pochodzących z narkotyków i unikanie podatków to zjawiska nierozerwalnie związane z tym miejscem. Dwa lata temu duński bank wpadł w poważne problemy i został ukarany grzywną w wysokości 12,5 miliona koron przez hiszpański Sąd Najwyższy. Kara została nałożona za odmowę przekazania hiszpańskim władzom informacji o tożsamości klientów banku na Gibraltarze. Był to pierwszy przypadek, w którym duński bank został ukarany grzywną za naruszenie przepisów innego kraju dotyczących prania pieniędzy.
To była szybka i ekscytująca podróż do idealnego celu na nietypową jednodniową wycieczkę. Z widokiem na Maroko, oddalone o 32 kilometry.
W Torremolinos cieszę się dniami „poza sezonem”. Na Słonecznym Wybrzeżu o tej porze roku jest znacznie mniej ludzi w porównaniu z letnim tłokiem. Moje poranne biegi promenadą i po długiej plaży to prawdziwa przyjemność.
Peter Fredberg, dziennikarz
Wielkie piłkarskie starcie w Maladze

22 lutego 2016
To, że podczas mojej długiej podróży na Słoneczne Wybrzeże znalazłem się na stadionie Estadio La Rosaleda w Maladze wśród trzydziestu tysięcy kibiców, zawdzięczam niezwykle aktywnemu duńskiemu fanklubowi piłkarskiemu La Peña de Dinamarca. Jest to oficjalny klub kibica drużyny La Liga, Málaga Club de Fútbol, który zorganizował wyjazd na mecz przeciwko Królewskim z Realu Madryt.
Co za fascynujące widowisko – zobaczyć Cristiano Ronaldo, Marcelo i spółkę w starciu z lokalnymi biało-niebieskimi bohaterami, przy euforycznej oprawie dźwiękowej. Ale zanim przejdę do najważniejszych momentów meczu, który ostatecznie pogrzebał marzenia Realu Madryt o mistrzostwie i sprawił, że ponad trzystu Duńczyków na trybunie głównej wybuchło radością, kilka słów o La Peña de Dinamarca.
Klub został założony przez Eddie'ego Møllera, byłego właściciela sieci "Diskotek Tordenskjold", oraz redaktora Mortena Møllera i ma swoją siedzibę w Casa Danesa w Fuengiroli, znanej również jako "Mała Dania" ze względu na dużą koncentrację Duńczyków w tym rejonie. Prezesem jest Morten Møller, który na przełomie tysiącleci osiedlił się na Costa del Sol. Jest to prawdziwy pasjonat i charyzmatyczna postać, która codziennie poświęca wiele godzin na rozwój swojego ukochanego fanklubu, La Peña de Dinamarca.

„Nikt nie marzył o tym, że nasz fanklub tak bardzo się rozrośnie. Zaczynaliśmy z 20 członkami, a dziś mamy około 250. Na dzisiejszym meczu z Realem Madryt pobiliśmy rekord frekwencji na Estadio La Rosaleda z udziałem 330 osób z naszego klubu. Nie ma wątpliwości, że jesteśmy najaktywniejszym duńskim fanklubem za granicą. Málaga CF znaczy niesamowicie dużo dla mieszkańców Andaluzji i dla nas, Duńczyków, którzy tu mieszkamy” – mówi Morten Møller.
„Klub ma prawdopodobnie najlepszą publiczność domową w La Liga, a La Rosaleda, mieszcząca 30 tysięcy widzów, to piękny i kameralny stadion, gdzie jesteśmy bardzo blisko akcji. Nie tak jak na Camp Nou w Barcelonie czy Santiago Bernabéu w Madrycie, gdzie ledwo można dostrzec zawodników. Málaga CF to zespół środka tabeli Primera División i duma Andaluzji, która jest najbiedniejszym regionem Hiszpanii, borykającym się z poważnymi problemami społecznymi i 30-procentowym bezrobociem.”
Morten Møller z pasją opowiada o piłkarzach Malagi, ale nie ukrywa swojej niechęci do właściciela klubu, bajecznie bogatego szejka z Kataru, Al Thaniego.
„Nie znam nikogo, kto by go lubił. Kupił klub pięć lat temu za 36 milionów euro i obiecywał złote góry, ale nie dotrzymał żadnej z obietnic i wpędził klub w ogromne długi. Nigdy nie wiesz, czego się po nim spodziewać. Mieszka w swoim pałacu w Dosze i tylko kilka razy pojawił się na La Rosaleda. To dziwna postać i kompletnie nieprzewidywalny człowiek” – mówi Morten Møller.
Przechodzimy do meczu, który zakończył się remisem 1:1. To był prawie jak zwycięstwo dla niedocenianej Malagi CF. Cristiano Ronaldo dał prowadzenie Realowi Madryt w 33. minucie po strzale głową, który pachniał spalonym, a trzy minuty później nie wykorzystał rzutu karnego, który sam wywalczył. Jego słabe uderzenie zostało łatwo obronione przez najlepszego zawodnika Malagi, Kameruńczyka Carlosa Kameniego.
Cristiano Ronaldo przez cały mecz był wygwizdywany przez fanatycznych kibiców Malagi, ale jest do tego przyzwyczajony w meczach wyjazdowych. Najlepszym zawodnikiem spotkania był jego klubowy kolega Marcelo, grający na lewej stronie obrony. Jego genialna technika i niemal nadludzki przegląd pola były największym widowiskiem meczu.
To była piłka nożna. Teraz coś zupełnie innego. Podczas trzytygodniowego urlopu ja i moja żona, Mie, postanowiliśmy wziąć udział we wszystkich dziewięciu wycieczkach organizowanych przez Albatros Travel, z których każda jest głęboko zakorzeniona w hiszpańskiej historii i kulturze. W weekend odbyliśmy drugą z nich – wycieczkę do legendarnej jaskini Nerja, nadmorskiego miasta Nerja z „Balkonem Europy”, czyli molo wychodzącym w morze, oraz do pięknego, białego miasteczka górskiego Frigiliana, słynącego z wąskich, stromych uliczek i bogatej historii.
Jaskinia Nerja, czyli Cueva de Nerja, to jedna z największych atrakcji Słonecznego Wybrzeża i moim zdaniem absolutne must-see. Jaskinia naciekowa, w której znajduje się najdłuższa stalaktytowa formacja na świecie, została odkryta w 1959 roku przez kilku chłopców i jest imponującym miejscem. Czterdzieści tysięcy lat temu żył tu człowiek z Cro-Magnon, przodek Homo sapiens. Znaleziono tu malowidła ścienne sprzed 20 tysięcy lat, przedstawiające sceny polowań na różne zwierzęta, ale ta część jaskini jest zamknięta dla zwiedzających.
Frigiliana nazywana jest miastem trzech religii i była miejscem naszego lunchu.
Peter Fredberg, dziennikarz
Sama melodia tego słowa. Długi urlop. Podoba mi się

19 lutego 2016
Nigdy wcześniej nie byłem na długim urlopie, ale często myślałem, że cudownie byłoby pożegnać się z długą, zimną i ponurą duńską zimą i schronić się w łagodniejszym klimacie. Sama melodia tego słowa – długi urlop. Podoba mi się. Teraz w końcu nadarzyła się okazja, by spełnić to wieloletnie marzenie.
Kilka dni temu razem z moją żoną Mie wyruszyliśmy na Costa del Sol, do Benalmadeny i Torremolinos, na 22 dni w Andaluzji. Muszę szczerze przyznać, że jestem ciekawy, jak będę się czuł, mieszkając przez trzy tygodnie w tym samym hotelu i spacerując w górę i w dół tą samą promenadą. Zobaczymy. W serii wpisów na blogu opowiem o moich doświadczeniach z pobytu na Słonecznym Wybrzeżu poza sezonem oraz o licznych wycieczkach do najbardziej fascynujących miejsc w Andaluzji.
Wylądowaliśmy w Maladze, gdzie odebrał nas przewodnik Mogens, który okazał się być kierownikiem destynacji Albatros Travel w Andaluzji. To doświadczony człowiek, który z przerwami pracuje w branży turystycznej od początku lat 70.
Albatros Travel od kilku lat organizuje długie pobyty w Andaluzji od końca października do końca marca – w miesiącach, kiedy duńską pogodę można śmiało pominąć – a wyjazdy cieszą się ogromną popularnością. Mogens ma ręce pełne pracy, zarządzając zespołem przewodników, którzy organizują atrakcje dla gości. Jego żona Karin, którą poznał w Peru, również pracuje dla firmy, która w chwili obecnej obsługuje w tym regionie kilka grup turystów z całej Skandynawii.
„Andaluzja jest naszym najpopularniejszym miejscem na długie pobyty i absolutnie wyjątkowym regionem ze względu na swój klimat, przyrodę i bogactwo kulturowe. To była moja pierwsza destynacja, kiedy skończyłem szkołę dla przewodników, a teraz tu wróciłem. Moja żona i ja planujemy zostać tutaj na emeryturze” – mówi Mogens.
„Typowy uczestnik długiego pobytu ma 60 lat lub więcej. Większość to osoby na wcześniejszej emeryturze lub już emeryci. Chociaż mamy wielu stałych gości, to dla większości jest to pierwsza taka podróż. Niektórzy zastanawiają się, czy nie będą się nudzić, ale to rzadko jest problemem. Organizujemy dziewięć różnych wycieczek, z czego trzy są wliczone w cenę, a oprócz tego mamy mnóstwo dodatkowych aktywności, takich jak wieczory filmowe, koncerty, wykłady i spacery z przewodnikami. Mogę śmiało powiedzieć, że żadne inne biuro podróży nie oferuje lepszego i bardziej rozbudowanego programu atrakcji niż my.”

Mieliśmy okazję odwiedzić duński klub w Fuengiroli, Club Danés. Około trzydziestu tysięcy Duńczyków mieszka na Słonecznym Wybrzeżu, czy to na stałe, czy przez dłuższe okresy. Klub prowadzi także fanklub Málaga Club de Fútbol, a na niedzielę zorganizowano wyjazd na mecz, kiedy do Malagi przyjedzie Real Madryt. Duński klub wystawi trzystu duńskich kibiców Malagi CF, którzy razem wyruszą na Estadio La Rosaleda małym konwojem autobusów. Zapowiada się prawdziwe piłkarskie widowisko.
Moja pierwsza wycieczka to „Na wieś” z przewodniczką Pernille. To bardzo doświadczona i kompetentna osoba, która dała nam świetny wgląd w życie mieszkańców małych górskich wiosek między Malagą a Granadą. Andaluzja reklamuje się trzystoma słonecznymi dniami w roku, więc zazwyczaj można liczyć na błękitne niebo i słońce, ale niestety trafiliśmy na jeden z tych rzadkich deszczowych dni.
Podróżując w głąb gór za Malagą, mijaliśmy pola oliwne, plantacje pomarańczy i cytryn oraz pięknie kwitnące migdałowce, których delikatne kwiaty wyglądały zjawiskowo. Zatrzymaliśmy się w kilku małych wioskach położonych za wybrzeżem. Życie toczy się tu zupełnie inaczej niż na wybrzeżu. W tych niewielkich rolniczych społecznościach panuje spokój i cisza.
Największą atrakcją wycieczki była wizyta w małej, ale uroczej wiosce. Powitała nas grupa lokalnych gospodyń domowych, a następnie podzieliliśmy się na mniejsze grupy. Możliwe, że nie byliśmy w stanie się porozumieć, nasza znajomość hiszpańskiego nie wykracza poza zamówienie napoju w kawiarni, ale serdeczne gospodynie zaprosiły nas do swoich domów, gdzie czekał na nas prawdziwy hiszpański obiad.
Mimo barier językowych było to niezwykle przyjemne doświadczenie – zobaczyć życie lokalnej rodziny na wsi, daleko od gwarnego wybrzeża, i poczuć, jak spokojnie i harmonijnie można żyć w tych malowniczych górskich miejscowościach.
Peter Fredberg, dziennikarz

Temat: Andaluzja
Wino, tapas i 3000 godzin słońca rocznie – wybierz się do Andaluzji!
Uwielbiamy łagodne temperatury Andaluzji, jej bogatą kulturę i wspaniałą, relaksującą atmosferę. Dlatego przygotowaliśmy dla Ciebie wybór najlepszych atrakcji tego hiszpańskiego regionu:
- Przewodnik: 10 dań tapas, których nie możesz przegapić
- Przewodnik: Poznaj tajniki wina z Malagi
- Blog: Relacja z podróży po Andaluzji